środa, 19 listopada 2014

Co w mojej torbie na siłownię?


Przygotowałam dla Was dzisiaj post na temat tego, co zabieram ze sobą na siłownię.


Ciuchy do ćwiczeń


Mnie osobiście najwygodniej ćwiczy się w legginsach, nie lubię krótkich spodenek i nie przepadam za spodniami dresowymi. W domu ćwiczenie w bawełnianych ciuchach mi nie przeszkadza, ale do biegania, na siłownię czy zajęcia fitness zawsze zabieram ze sobą ciuchy z tkanin funkcjonalnych. Szczególnie lubię te z ciekawymi nadrukami :)

Przy okazji nie można zapomnieć o biustonoszu sportowym i skarpetkach, a także bieliźnie na zmianę. Jeśli nie bierzemy prysznica po treningu na siłowni, warto zabrać ze sobą dodatkowo jakąś bluzę.


Buty do treningu


W mojej torbie sportowej znajduje się osobna kieszeń na buty, co jest naprawdę świetnym rozwiązaniem.


Ręcznik, woda, gumka do włosów


Koniecznie należy zabrać ze sobą ręcznik – do kładzenia na macie, a także maszynach do ćwiczeń, poza tym przydaje się po prostu do otarcia potu z czoła. Poza tym gumki i ewentualnie spinki do ujarzmienia włosów.

Przydają się także słuchawki do telefonu lub mp3, zwłaszcza podczas kręcenia cardio :)

Do tego woda w butelce czy bidonie, jak kto woli – najlepiej zabierać ze sobą z domu, ponieważ w klubach fitness napoje są stosunkowo drogie. Warto mieć ze sobą coś do zjedzenia po treningu: banana, jogurt czy też koktajl białkowy.


Ręcznik i kosmetyki do kąpieli


Na siłownię zabieram żel pod prysznic i szampon w formie próbek albo przelewam je do małych „podróżnych” pojemników. Najwięcej miejsca z tego wszystkiego zajmuje jak widać odżywka do włosów ułatwiająca rozczesywanie, ale nie mam mniejszego pojemniczka ze sprayem.

Nie zabieram ze sobą suszarki, ponieważ w Pure Jatomi są na wyposażeniu.


Szczotka do włosów, antyperspirant, kosmetyki do makijażu


Rzeczy, o których nigdy nie zapominam to szczotka do włosów (polecam Tangle Teezer) i antyperspirant (wybrałam najmniejszy z możliwych). Poza tym do ogarnięcia się po treningu przydadzą się kosmetyki do makijażu, zestaw minimum to: korektor, puder prasowany, kredka do oczu i tusz do rzęs.


PS. Rzeczy, których zdarzało mi się zapomnieć:
- karta do Pure Jatomi (na szczęście nie było z tym żadnego problemu :)
- naładować baterię w telefonie
- butów (więc poszłam na zajęcia pilatesu)
- spodenek (no cóż...)


Jeśli chcesz być na bieżąco ze wpisami na blogu, polub fit&sexy na facebooku

czwartek, 13 listopada 2014

Książka Anny Lewandowskiej – subiektywna recenzja

Kochani, parę dni temu udało mi się wreszcie wykorzystać wolny wieczór i przeczytać książkę „Żyj zdrowo i aktywnie z Anną Lewandowską”. Wiele z Was pytało mnie o opinię na temat tej książki, więc zgodnie z obietnicą napiszę o niej kilka słów.


Na uwagę zasługuje z pewnością szata graficzna książki. Styl zaczerpnięty z estetyki kolorowych magazynów i piękne zdjęcia czynią ją moim zdaniem bardzo atrakcyjną wizualnie. Jednak zbyt duża liczba użytych krojów pisma wprowadza pewien chaos i hierarchia informacji staje się mało czytelna.

Koncepcja książki Anny Lewandowskiej zakłada podział treści na trzy główne działy odwołujące się do trzech „filarów zdrowia”, czyli zdrowego odżywiania, równowagi wewnętrznej oraz sportu.

Część właściwa poprzedzona jest krótkim wstępem, a także omówieniem różnych aspektów psychologicznych zmiany stylu życia na zdrowszy. Do tego garść wskazówek dotyczących odchudzania. Są to dość uniwersalne rady, ale według mnie zawierają bardzo trafne spostrzeżenia.


Na początek danie główne, czyli sporo podstawowych wiadomości na temat funkcjonowania układu trawiennego, składników pokarmowych i odżywczych. Nie są to jednak suche, encyklopedyczne informacje, bo tekst jest napisany całkiem zgrabnie i obfituje w ciekawostki i przydatne wskazówki. Ta mała powtórka z biologii służy wyjaśnieniu założeń diety rozdzielnej. Polega ona na niełączeniu w jednym posiłku produktów z przewagą białka z tymi, które zawierają głównie węglowodany. Przy okazji dowiadujemy się jak komponować posiłki biorąc pod uwagę prawidłowe łączenie ze sobą produktów żywnościowych. Autorka jednak słowem nie wspomina o tym, że połączenia poszczególnych produktów mogą być niezbyt fortunne ze względu na to, że niektóre składniki odżywcze utrudniają wchłanianie innych, ale być może nie jest to aż tak istotne.

Jest też podrozdział „Czarna lista”, który mnie rozczarował, bo sprowadza się jedynie do stwierdzenia, by unikać wysoko przetworzonej żywności. Spodziewałam się listy szkodliwych składników, których należy unikać i dlaczego. Realia są takie, że przeciętnego człowieka nie stać na kupowanie żywności organicznej, więc uproszczony kurs analizowania etykiet mógłby okazać się bardzo pomocny.


Przepisy to bez wątpienia najfajniejsza, najwspanialsza, najbardziej apetyczna część książki :) Towarzyszą im świetne fotografie Marty Wojtal, których klimat przypomina mi zdjęcia w książce ‘What Katie Ate’ (swoją drogą niedawno pojawiła się polska edycja – już sobie zamówiłam na gwiazdkę!).


Przepisy zostały zaprezentowane w formie przykładowego dziennego menu na każdy miesiąc. To dość pomysłowe i praktyczne rozwiązanie, bo pozwala na wykorzystanie produktów sezonowych, które są niedrogie i łatwo dostępne.

Przy okazji dowiadujemy się jak zrobić mleko migdałowe, cukier waniliowy, domowy jogurt czy kefir, masło klarowane... :)


Dział poświęcony równowadze wewnętrznej to tak na dobrą sprawę 4-stronicowy esej na temat radzenia sobie ze stresem.

Tutaj się niestety zawiodłam. Ten temat zdecydowanie można było bardziej rozwinąć i to na wiele sposobów.


W kolejnej części Anna Lewandowska motywuje do podjęcia systematycznej umiarkowanej aktywności fizycznej (niezależnie od wieku). Zachęca do spróbowania różnych form aktywności i zadbania o różnorodność form treningowych. Mam bardzo podobne podejście, nie znoszę rutyny.


Pokrótce zostały przedstawione zasady bezpiecznego treningu. Ania zaprezentowała też ułożone przez siebie 3 przykładowe zestawy ćwiczeń: trening wzmacniający mięśnie brzucha (z użyciem piłki lekarskiej), z hantelkami oraz wzmacniający wykorzystujący obciążenie własnego ciała.


W podrozdziale dotyczącym biegania oddała głos Pawłowi Januszewskiemu, który daje wskazówki dla osób, które chcą zacząć przygodę z bieganiem.


Podsumowując...

Podoba mi się zwłaszcza opracowanie graficzne książki. Zdjęcia i często wykorzystywana tekstura drewna tworzą przyjemny, ciepły i spokojny klimat. Do tego fotki z Instagrama pokazane jako zdjęcia z Polaroidu też są bardzo sympatycznym akcentem.

Osoby obeznane z tematyką zdrowego odżywiania i fitnessu pewnie nie będą usatysfakcjonowane, bo jeśli chodzi o treść, moim zdaniem zawiera za mało konkretów, chociaż z drugiej strony udało mi się wynotować kilka rzeczy, o których nie wiedziałam. Za to na pewno nie można zarzucić Lewandowskiej przysłowiowego „lania wody”. Podaje ona ogólne informacje, inspirując do zmian i nakreślając jedynie ich kierunek.

Ci, którzy chcą przede wszystkim schudnąć, też mogą czuć pewien niedosyt, ponieważ nie jest to książka o odchudzaniu. Nadrzędnym celem jest zachowanie dobrego zdrowia. Popieram takie podejście, bo moim zdaniem osoby, które nigdy nie miały problemów z sylwetką i motywacją, nie zawsze potrafią wczuć się w położenie osób z nadwagą.

Za najbardziej wartościowe dla siebie uważam przepisy. Część z nich być może została już zaprezentowana na blogu Healthy Plan by Ann, nie przeszkadzałoby mi to. Zdarza mi się czasem coś od niej podpatrzeć i zauważyłam, że tak jak ja lubi eksperymentować, więc na pewno będę z nich korzystać.

Mimo kilku minusów, ogólnie jestem na tak. Mam też nadzieję, że kolejne książki Ani Lewandowskiej będą jeszcze lepsze :)


Jeśli chcesz być na bieżąco ze wpisami na blogu, polub fit&sexy na facebooku

czwartek, 6 listopada 2014

Październikowy mix zdjęć

Zapraszam na instagram@fitandsexy_pl

W październiku po raz pierwszy wzięłam udział w biegu ulicznym (VII Żorski Bieg Uliczny)W przyszłe wakacje na pewno częściej będę bywać na tego typu imprezach, bo to świetnie motywuje!!

Moja forma była tragiczna, ale dystans 10 km pokonałam dopiero drugi raz w życiu... Jak widać, poprzednio kilka dni wcześniej Zazwyczaj biegam na 2x krótszych odcinkach. Następnego dnia byliśmy jeszcze z narzeczonym na rowerach i moje nogi chyba nie zdążyły się odpowiednio zregenerować przed biegiem.

Byłam też na maratonie fitness w klubie, do którego dawniej chodziłam na zajęcia fitness.

Moja biblioteczka powiększyła się o sporo nowych książek, m.in. „Moje zdrowe przepisy” Beaty Pawlikowskiej i „Żyj zdrowo i aktywnie z Anną Lewandowską”. Recenzja tej drugiej już niebawem

Pomysły na szybkie, proste i zdrowe przekąski: pokrojone jabłka z cynamonem (zamiast ciastek) i smoothie z banana i brzoskwini.

Halloweenowo:na śniadanie omlet z domowej roboty dżemem z dyni, a później muffinki z dynią.
Ups, moje pierwsze zdjęcie w piżamie na blogu


Jeśli chcesz być na bieżąco ze wpisami na blogu, polub fit&sexy na facebooku

środa, 29 października 2014

ShinyBox – październik 2014 – Think Pink

Październik jest miesiącem walki z rakiem piersi i ShinyBox – podobnie jak w zeszłym roku – również angażuje się w kampanię na rzecz profilaktyki raka piersi. Symbolem październikowej edycji Think Pink jest różowa wstążeczka, a na odwrocie ulotki z listą kosmetyków mamy informację o tym, w jaki sposób badać swoje piersi. Całkowicie popieram ten pomysł.


poniedziałek, 27 października 2014

Książka z przepisami Beaty Pawlikowskiej

Ostatnio mam fazę na książki motywacyjne i o zdrowym odżywianiu. Niestrudzenie szukam też ciekawych przepisów na zdrowe jedzonko. Dlatego stwierdziłam, że książka Beaty Pawlikowskiej „Moje zdrowe przepisy” to coś w sam raz dla mnie.

Zanim zabrałam się do lektury, przejrzałam sobie listę przepisów, które są zamieszczone w drugiej, właściwej części książki. Oglądałam zdjęcia apetycznych dań na kolorowych stronach... i po chwili z lekką konsternacją zorientowałam się, że wszystkie potrawy są weg... wegańskie. W tamtej chwili w moim umyśle nastąpił mały zgrzyt, bo razem z moim mężczyzną raczej jesteśmy wyznawcami zasady „jeśli nie ma w tym mięsa, jesz tylko przekąskę” ;)


Początkowo byłam do tej książki nastawiona bardzo pozytywnie (w końcu dlatego ją kupiłam), ale wtedy zaczęłam się obawiać, że może być napisana moralizatorskim tonem, którego nie znoszę. Jakieś dziesięć lat temu przeczytałam książkę „W dżungli życia”, która była pełna nic nie wnoszących „złotych rad” i radykalnych sądów o sprawach, o których autorka nie miała większego pojęcia. Tak to odebrałam i choć kilkakrotnie dostawałam jej książki w prezencie, jakoś szybko znajdowały nowe domy. Tutaj wprawdzie trochę mnie drażniło wtrącone kilka razy pytanie „Rozumiesz?”, ale muszę przyznać, że od czasów pierwszego wydania „W dżungli życia” wiele się zmieniło. A może to ja wyluzowałam?

Jednak wbrew moim obawom, autorka wcale nie nakłania do wyrzucenia z jadłospisu mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Podkreśla, że to świadomy wybór każdego z nas, opisując przy tym w bardzo sensowny sposób swój tok myślenia i powody, które wpłynęły na jej decyzję. Mało tego, okazuje się, że dawniej jej stosunek do wegetarian i wegan był bardzo podobny do mojego... Pozytywne zaskoczenie.

„Wszystko, co się składa na twoje życie, w pewien sposób określa ciebie jako człowieka.
Twoja kuchnia też.”


Pawlikowska ogranicza się do prostych i uniwersalnych wskazówek, które mogą być wartościowymi drogowskazami dla osób rozpoczynających swoją przygodę ze zdrowym odżywianiem.


Ponadto dużo miejsca poświęca wyjaśnieniu podstawowych zasad gotowania według pięciu przemian. Co nieco obiło mi się o uszy w tym temacie, ale nigdy się tym zanadto nie interesowałam. Po tej książce tak się wkręciłam, że teraz ciągle bawię się w zgadywanie, do którego z żywiołów należą określone produkty i czy wrzucam je do miski w odpowiedniej kolejności robiąc sałatkę? ;)

W drugiej – kolorowej – części książki znajduje się to, co tygryski lubią najbardziej, czyli przepisy.


Bardzo podoba mi się opracowanie graficzne tej części! Świetnie dobrane kolory w połączeniu z apetycznymi zdjęciami nastrajają bardzo optymistycznie :)


Przepisów jest w sumie 88, wszystkie zostały oczywiście wymyślone przez Beatę Pawlikowską. Z tego co zauważyłam, nie ma w nich żadnych wymyślnych, egzotycznych i trudnych do zdobycia składników. Większość opiera się na różnego rodzaju kaszach, soczewicy. Jak można się spodziewać, jest dużo warzyw i owoców, poza tym orzechy i nasiona, a do tego proste przyprawy. Są to pomysły na sycące, „jednogarnkowe” dania, których wykonanie zajmuje mniej więcej pół godziny. Porcje przewidziane w przepisach są obliczone dla jednej osoby.


Można jeszcze spotkać inne książki z przepisami Beaty Pawlikowskiej. Mam na myśli te z serii „Moc dobrych myśli”, czyli „Na zdrowie. 15 zdrowych przepisów na dobry początek” i „Jedz zdrowo i myśl pozytywnie” będących zapowiedziami serii „W dżungli zdrowia”. Niebawem wyjdzie też książka „Jeszcze więcej zdrowych przepisów”. Jednak nie jestem pewna czy przepisy w tych książkach nie będą się powtarzać.

Właściwie martwię się o to, że Beata Pawlikowska wydając po kilka książek w ciągu roku coraz bardziej stawia na ilość zamiast na jakość. Tak to przynajmniej wygląda. Niemniej cenię ją za kreatywność, odważną inspirację do spełniania marzeń, życie z pasją i udowadnianie, że chcieć znaczy móc :)


Jeśli chcesz być na bieżąco ze wpisami na blogu, polub fit&sexy na facebooku
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...