partnerzy bloga:


wtorek, 15 kwietnia 2014

Bądź bystry u dentysty, czyli o stomatologii na wesoło :)

Jak już pewnie wspominałam, jestem fanką poradników pisanych w niekonwencjonalny sposób, z humorem i mam już kilka tego typu książek w swojej biblioteczce – o różnej tematyce, począwszy od grafiki, poprzez relacje damsko-męskie, na fitnessie i zdrowiu kończąc. Kilka miesięcy temu trafiła w moje ręce książka „Bądź bystry u dentysty” Doroty i Przemysława Stankowskich, którą otrzymałam od autorów (z fajną dedykacją „życzymy mnóstwo uśmiechu!”), za co serdecznie dziękuję :)


Podtytuł brzmi „Jak mieć uśmiech celebryty i nie bać się stomatologa”. Jest to poradnik, który prezentuje możliwości dzisiejszej stomatologii, sposoby leczenia najczęstszych dolegliwości, jak też zabiegi poprawiające estetykę naszego uśmiechu, ale autorzy przede wszystkim zwracają uwagę na odpowiednią profilaktykę i higienę jamy ustnej. Opowiadają o swojej pracy, która bez wątpienia jest ich pasją, skupiając się przy tym na lękach i obawach pacjentów i udowadniając nam, że nie taki dentysta straszny... ;)


Książka zawiera podstawowe informacje o poszczególnych zabiegach, które zostały podane w zwięzły i bardzo przystępny sposób. Informacje merytoryczne w każdym z 15 rozdziałów są poprzedzone zabawnymi historyjkami, podobno opartymi na faktach. Myślę, że sama mogłabym dopisać kilka podobnych z życia wziętych anegdotek, z tym że nie wiem czy powinnam śmiać się, czy płakać.

Poradnik jest ilustrowany rysunkami satyrycznymi Henryka Sawki, które towarzyszą wspomnianym opowiadaniom, choć często bardzo luźno nawiązują do treści, ale to akurat mi nie przeszkadza, ważne że są utrzymane w podobnym klimacie.


Podsumowując, jest to lektura obowiązkowa – od której zresztą nie można się oderwać – dla wszystkich, którzy dbają o zdrowie i atrakcyjny wygląd, zatem serdecznie ją Wam polecam.

Książkę „Bądź bystry u dentysty” można zamówić na stronie stankowscy.com.pl i w dobrych księgarniach.

FIT jest sexy!

Nareszcie mam czas na nadrabianie zaległości filmowo-serialowych i książkowych... W końcu zabrałam się za czytanie książki, która kusiła mnie od dłuższego czasu, Fit jest sexy!. Natknęłam się na nią właściwie przypadkiem w empiku, była dołączona do czasopisma EksMagazyn (maj-czerwiec 2013).


Sam tytuł wywołał spontaniczny uśmiech na mojej twarzy :D Poza tym wiadomo... jako autorka bloga ‘fit&sexy’ nie mogłam obok tego przejść obojętnie. Jednocześnie trochę się zdenerwowałam, bo kolory tytułu (ciemna czerwień) i podtytułu (oliwkowa zieleń) są takie same jak w poprzedniej szacie graficznej mojego bloga (zdjęcie niestety nie oddaje tego w stu procentach), do tego zostały złożone tym samym fontem (Helvetica), co większość nagłówków na mojej stronie. Nie sądzę, by to był przypadek – data powstania mojego bloga to lipiec / sierpień 2012, natomiast książka została wydana w 2013. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i wylałam swoje żale na facebooku, ale dziś jest mi to już w zasadzie obojętne.


Przejdźmy zatem do rzeczy. Autor książki, Jacek Bilczyński, jest doświadczonym dietetykiem i trenerem personalnym. Z wykształcenia fizjoterapeuta. Zajmuje się coachingiem zdrowego stylu życia. Ponadto jest autorem wielu publikacji na temat żywienia i aktywności fizycznej.

Książka składa się z 3 rozdziałów:
- Kuchnia
- Aktywność
- FIT na co dzień

Dwa pierwsze zostały podzielone na część teoretyczną i praktyczną. Mamy na przykład informacje na temat zdrowego żywienia + fit przepisy.

Pokrótce zostały omówione uniwersalne zasady diety przyjaznej sylwetce. Autor pokazuje, w jaki sposób wdrażać zdrowe nawyki żywieniowe, zwraca uwagę na to, co jeść o danej porze dnia, przypomina o jedzeniu śniadania i posiłku po treningu. Podoba mi się to, że już na samym początku proponuje wyrzucenie ze słownika słowa „dieta” i skłania się ku temu, by traktować to na luzie, możliwie jak najczęściej dokonując oczywiście zdrowych wyborów – w końcu FIT to styl życia, który nie powinien nas w żaden sposób ograniczać.

Propozycje dań na pierwszy rzut oka bardzo przypadły mi do gustu, są proste i łatwe w przygotowaniu i mają atrakcyjne proporcje BWT :) więc na pewno któreś z przepisów wypróbuję u siebie.

Jeśli chodzi o rozdział poświęcony aktywności fizycznej, część praktyczną stanowią propozycje ćwiczeń prezentowane przez Jacka. Natomiast wcześniej autor obala szereg popularnych mitów treningowych, przedstawia zasady skutecznego treningu, metody progresji treningowej, proces budowania mięśni itp. Bardzo przydatne, konkretne informacje.

Rozdział „FIT na co dzień” to właściwie zbiór artykułów na różne tematy związane ze zdrowiem i odchudzaniem, począwszy od tego jak zapobiegać cukrzycy czy miażdżycy, poprzez to jak ogarnąć dietę po świętach albo jak uniknąć kaca, a skończywszy na analizie kilku popularnych diet.

Ogólnie rzecz biorąc jestem na tak :) Książka zawiera mnóstwo przydatnych informacji, które warto sobie odświeżać co jakiś czas. Mam nadzieję, że to nie ostatnia książka pana Bilczyńskiego, bo pisze krótko i na temat, bardzo konkretnie, fachowo, a przy tym w sposób zrozumiały dla każdego. Mnie taka forma bardzo odpowiada, dlatego czekam na jego kolejne pomysły.

PS. Do książki dołączona jest jeszcze płyta, jednak póki co nie wiem co na niej jest, bo mój napęd CD nie chce współpracować, bu :(

środa, 9 kwietnia 2014

BIEGANIE – numer specjalny Shape

Niedawno wypatrzyłam w empiku wydanie specjalne magazynu Shape, „Bieganie”. W sumie nie spotkałam się wcześniej z numerami specjalnymi Shape (poza dodatkami w wersji kieszonkowej).

Całość została podzielona na działy tematyczne, które znamy z miesięcznika:
Fitness, Moda, Psyche, Uroda, ZdrowieKuchnia.


Od razu nasunęło mi się skojarzenie z wydaniem specjalnym Runner's World Extra, „Trener dla początkujących” z ubiegłego roku...


...i nie chodzi bynajmniej o podobną tematykę, ale o podobieństwa w opracowaniu graficznym, np. wybór zdjęć stockowych z tej samej serii. Poza tym szkoda, że zrezygnowano z ciekawych fotografii i zabaw typografią w tytułach artykułów, które są w zasadzie znakiem rozpoznawczym Shape'a.


Pod względem zawartości merytorycznej porównanie wypada zdecydowanie na korzyść tamtego wydania. Tutaj konkretnych informacji jest niewiele, a najważniejsze rzeczy mogłyby być lepiej wyróżnione. Raczej jest to zbiór artykułów o bieganiu niż kompendium wiedzy dla początkujących. Jest kilka obszernych artykułów, które mogą stanowić motywację dla osób, które chcą zacząć biegać: wywiad z Anią Lewandowską (trochę wepchnięty tam na siłę, bo mówi głównie o dietetyce i o karate, ale nawet ciekawy), także wywiad z Natalią Gębską z Radia Zet Chilli (z jej playlistami do biegania), artykuł o maratończykach czy też „Jak zacząć biegać i nie przestać?”.

Część, na której najbardziej się zawiodłam to „Kalendarz biegów 2014 roku”. Sądziłam, że znajdę tam informacje o jakichś ciekawych biegach, ale okazało się, że kalendarium powstało z uwzględnieniem określonych celów biegowych, na zasadzie: wiosną biegam 5 km, później 10 km, a pod koniec roku może dam radę w maratonie – jak dla mnie takie rozwiązanie jest zupełnie bez sensu. Równie nieprzydatne są według mnie wskazówki dotyczące biegania zimą skoro wydanie jest na wiosnę / lato.


Do rzeczy przydatnych można zaliczyć ćwiczenia:
- trening wzmacniający z aplikacji Nike + Training Club
- 5 ćwiczeń „Run Project – jak być lepszą biegaczką”
- stretching po bieganiu

Jest też kilka planów treningowych dla początkujących: przygotowujące do biegu na 5 km (2 różne), 10 km i 15 km, a także  10 km na bieżni. W dalszej części znajdują się plany treningowe dla bardziej zaawansowanych: życiówka na 10 km, bieg górski, półmaraton i maraton.

W dziale Moda zabrakło mi podstawowych informacji, na co zwrócić uwagę przy wyborze ciuchów do biegania, bo skoro już całość jest adresowana do osób, które rozpoczynają przygodę z bieganiem, to warto byłoby to omówić. Raczej zostało to potraktowane na zasadzie „co zrobić, by zmieścić się w tym trendzie i wyglądać jak osoba, która biega?” i jako pretekst do zamieszczenia reklam. Jeśli chodzi o wybór butów do biegania, co jest jeszcze bardziej istotną sprawą, można odnieść wrażenie, że nieważne co nam powie ekspert w sklepie sportowym, najważniejsze, żeby nam się podobały :P

Dość przydatny jest za to według mnie artykuł o najczęstszych kontuzjach.

W dziale Kuchnia mamy omówioną dietę dla aktywnych i superprodukty dla biegaczy. Poza tym są przepisy na minidania, a także pomysły na przekąski przed treningiem i po treningu – na pewno sobie zachowam.

Podsumowując, jestem na nie, ale osoby, które czują, że dojrzały do decyzji, by coś zmienić w swoim życiu i zacząć biegać, mogą otrzymać sporo motywacji. Ale tak jak mówię, przede wszystkim motywacji – wiedzy merytorycznej na ten temat warto zasięgnąć gdzie indziej.

A wiedzieliście, że statystycznie najczęściej wygrywają zawody sportowcy ubrani w czerwone stroje? :) Ja nie.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wiosenne ogarnianie życiowego chaosu (2)

W ostatnim czasie jakoś kompletnie nie mogłam się ogarnąć po tym jak okazało się, że moja obrona odbędzie się jednak w czerwcu, a nie pod koniec marca. Chyba za bardzo to przeżywam, ale poczułam się strasznie sfrustrowana, bo w ostatnich miesiącach nie istniało dla mnie nic poza projektem dyplomowym. Naprawdę poświęciłam temu sporo czasu i pracy. Zaniedbałam nawet fitness i już nie jestem taka fit i sexi ;) Jestem zła, bo gdybym wiedziała jak będzie, na pewno inaczej zaplanowałabym sobie czas. Ale za to mam już bardzo niewiele do zrobienia, a mój dyplom może być jeszcze lepszy :)


W ogóle w poczuciu wszechogarniającego chaosu i pesymizmu rozpisałam sobie na kartce parę innych sytuacji. Próbowałam znaleźć ich dobre i złe strony i zobaczyłam czarno na białym, że tych pozytywnych jest o wiele więcej. Poza tym zastanowiłam się, co mogę zrobić, by niektóre rzeczy zmienić albo poprawić i postanowiłam przestać się zamartwiać tymi, z którymi nic nie da się zrobić (to akurat nie było dla mnie do końca takie oczywiste).


Teoretycznie wiem, do czego dążę i co powinnam robić. Jednak póki co mam ogromny problem z motywacją do czegokolwiek i ostatnie dni wyglądały u mnie mniej więcej tak:


Mimo, że teraz wstaję wcześnie rano, szczerze powiedziawszy po takim maratonie projektowym czuję się jak na wakacjach, a ta cudowna pogoda dodatkowo temu sprzyja. Szukam pracy jako grafik, rozsyłam aplikacje do agencji reklamowych, które mnie interesują i z niecierpliwością czekam aż ktoś oddzwoni. Często bywam na różnego rodzaju szkoleniach, warsztatach, konferencjach itp., poza tym dużo czytam, a wszystko to dla zabicia czasu i poczucia, że robię coś w kierunku „rozwoju osobistego”. W gruncie rzeczy jak nigdy do tej pory potrzebuję świeżego powietrza, potrzebuję prawdziwych ZMIAN... wymarzonej pracy, niespodziewanego zastrzyku gotówki (ogólnie jestem za przyjęciem euro, w każdej ilości), mieszkania w innym mieście, wspierającego mnie faceta itd.

Zapisałam też na nowo swoje cele (do końca czerwca i do końca tego roku). Jednak jak widać z realizacją był jakiś problem, więc rozbiłam je na jak najmniejsze punkty i już nie wydają się tak nieosiągalne, są w zasadzie na wyciągnięcie ręki. Wrzuciłam to wszystko do arkusza kalkulacyjnego i nazwałam 100DaysProject :P


Co zawsze pomagało mi w podtrzymywaniu motywacji?
  • WIZUALIZACJA
  • NAGRADZANIE SIĘ ZA SUKCESY
Mam nadzieję, że te dwie magiczne techniki pozwolą mi w najbliższym czasie przeprogramować mój mózg w 100% na pozytywne myślenie ;)

Chcę wrócić do regularnego blogowania, bo nie ukrywam, że czytanie fit blogów zawsze dodawało mi motywacji do działania. W maju wybieram się do Poznania na targi Fit Expo – szykuje się kolejne fit blogerskie spotkanie :)

Moje fitnessowe plany na kwiecień to bieganie + siłownia. Bieganie zawsze mi się kojarzyło z przełamywaniem własnych ograniczeń, a siłownia... „siłownia nie zadaje pytań, siłownia rozumie” :D Poza tym za każdym razem, kiedy jestem na zajęciach fitness w Pure Jatomi, ten napis na ścianie sali nastraja mnie bardzo optymistycznie:

piątek, 21 marca 2014

ShinyBox – marzec 2014

Przedwczoraj otrzymałam marcowe pudełko ShinyBox :)


Bardzo cieszy mnie fakt, iż pudełka nie wyglądają już tak samo i każda edycja jest specjalnie zaprojektowana. Dzięki temu nie odnoszę wrażenia, że dobór kosmetyków wchodzących w ich skład jest dziełem przypadku. Marcowa edycja ShinyBox nosi nazwę The Style Experience i jest efektem współpracy z internetowym pasażem odzieżowym domodi.pl.


A oto zawartość:


Tym razem w pudełku znalazły się same kosmetyki pielęgnacyjne. Jak dla mnie OK, bo jeśli chodzi o kolorówkę, odcienie zdecydowanie wolę wybierać sama.


Pierwsze, na co zwróciłam uwagę (i od razu powąchałam :) to scrub solny Delawell.


Bardzo lubię żele pod prysznic Original Source, za intensywne, ciekawe zapachy.


2 kosmetyki, które mam nadzieję pomogą mi w walce z niedoskonałościami cery: biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający marki Balneokosmetyki i krem Sébium Pore Refiner Bioderma.


Biała glinka Organique. Mam w domu też zieloną, ale jeszcze jej nie używałam, bo na razie mam dużo gotowych maseczek na bazie glinki.


Otrzymałam też płyn złuszczający z 2% kwasem salicylowym (BHA) Paula's Choice oraz próbki Clochee.


Dodatkowo otrzymałam zestaw do relaksującej kąpieli marki Anatomicals. Ogólnie podoba mi się dizajn opakowań, typo i intensywne barwy (o tak, nie byłabym sobą, gdybym tego nie napisała). W skład zestawu wchodzą: sól do kąpieli, rozgrzewająca maseczkę antystresowa, dmuchana poduszka do wanny i aromatyczna świeczka. Według opisu to „zdrowy sposób na topienie smutków” :)


Recenzje kosmetyków pojawią się niebawem na blogu, tymczasem w sprzedaży pojawiła się już kwietniowa edycja ShinyBox – tym razem pod hasłem FIT and SHAPE, więc mam nadzieję, że przypadnie do gustu zarówno mi, jak też Wam :)

Fit & Shape czyli przepis na jędrne, zadbane ciało i piękną sylwetkę!
Poczuj wyjątkowy zastrzyk energii i pewności siebie, dzięki zawartości kwietniowego pudełka! Daj się porwać w wir zdrowego stylu życia i przygotuj się na nadejście lata razem z ShinyBox!

źródło: www.shinybox.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...