Top Ad unit 810 × 90

 

Książka Beaty Sadowskiej I jak tu nie biegać! – moje wrażenia

Jeśli potrzebujecie zastrzyku pozytywnej energii na przekór jesiennej aurze i dużej dawki sportowej inspiracji i motywacji, to mam coś dla Was. Chcę się podzielić wrażeniami po przeczytaniu książki o bieganiu, do której podeszłam dość sceptycznie, spodziewając się kolejnego poradnika motywacyjnego w hurraoptymistycznym stylu... „I jak tu nie biegać!” – po przeczytaniu przyznałam rację Beacie Sadowskiej.


To wspaniała, bardzo osobista książka o szczerej miłości do biegania. Lekka i pełna optymizmu, o bieganiu z kobiecego punktu widzenia. Mimo woli nasunęło mi się porównanie z książką „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Murakamiego. Pewne przemyślenia czy nawet urywki zdań mam w pamięci do dziś, jednak przebrnięcie przez tę książkę przyszło mi z trudem, wyglądało to podobnie jak mój pierwszy półmaraton.

U Beaty pierwsze skrzypce grają emocje. Cały wachlarz emocji, od frustracji po euforię na mecie. Jest sporo poruszających wyobraźnię barwnych opisów, wspomnień biegów w różnych ciekawych zakątkach świata i z drugiej strony odkrywania innego oblicza swojej okolicy wczesnym rankiem. To obcowanie z przyrodą w samotności, ale też emocje, jakie towarzyszą zorganizowanym biegom ulicznym. Nie ukrywam, że rozmarzyłam się trochę czytając wspomnienia z maratonów we Florencji, Nowym Jorku czy Tokio...

W książce przeważają opisy osobistych doświadczeń autorki związanych z bieganiem, zilustrowane mnóstwem ciekawych zdjęć. Niejednokrotnie podkreśla, że najbardziej liczy się dla niej radość z biegania. Ten entuzjazm amatora „co prawda czasem okazuje się słomianym zapałem, ale jest bardzo budujący”, jak stwierdza Kuba Wiśniewski, trener biegowy, którego profesjonalne wskazówki przeplatają się z opowieścią Beaty.

Dla osób, które są na początku swojej przygody z bieganiem będzie to punkt wyjścia dla dalszego poszukiwania informacji, a dla tych bardziej zaawansowanych – utrwalenie tego, o czym powinni bezwzględnie pamiętać. Spodobało mi się to, że kilka razy pojawiło się zalecenie podjęcia dodatkowej aktywności fizycznej poza bieganiem (np. jazda na rowerze, pływanie, pilates).

W rozdziale dotyczącym diety biegacza mamy garść przepisów na smaczne i zdrowe jedzonko. Koniecznie muszę wypróbować deser z alg morskich i kawę według pięciu przemian (jednym z postanowień na ten rok jest próbowanie i kosztowanie nowych rzeczy!).

Jednak wątpię czy kiedykolwiek przekonam się do biegania o świcie, choć Beata Sadowska przekonuje, że „poranne bieganie to poczucie dobrze rozpoczętego dnia, energia do wieczora, zrobienie czegoś pożytecznego dla siebie” i tego mi nieraz bardzo brakuje.

Za to w mojej głowie zaczęło kiełkować marzenie o pokonaniu królewskiego dystansu! I to jest rzecz warta odnotowania.

Beata Sadowska w chwili napisania książki, o której mowa, miała na swoim koncie dwanaście maratońskich met w Europie, Azji i Ameryce.

Dawniej nie lubiła biegać, a teraz w każdą podróż zabiera ze sobą buty do biegania. Zupełnie jak ja. Zresztą, mam bardzo podobne podejście do biegania i z pewnością dlatego odnalazłam w tej książce cząstkę siebie.


Spodobał Ci się ten post? Jeśli chcesz być na bieżąco, polub stronę fit&sexy na Facebooku :)

Książka Beaty Sadowskiej I jak tu nie biegać! – moje wrażenia Recenzja MONIKA na 10:00 Ocena: 5

3 komentarze:

  1. Książka jest rewelacyjna, kupiłam ją w tamtym roku i nie żałuję :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam bardzo podobne do Ciebie odczucia po tej książce i też zamarzył się maraton ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh książkę kupiłam jakieś pół roku temu a dzięki Tobie wzięłam się wkońcu za jej czytanie... hehe
    teraz mam ochotę na maraton jakiś... heh

    OdpowiedzUsuń

Copyright Monika © 2012 - 2016
Obsługiwane przez usługę Blogger.